sobota, 12 marca 2016

Balustrada

1996. Pamiętam ten upalny wrześniowy dzień dość dobrze. To zabawne gdy się nad tym zastanowić – wielu ważniejszych dni nie pamiętam kompletnie. Nie, nie – alkohol nie miał z tym nic wspólnego. Poranny sobotni spacer do centrum. Cel – wielkie targowisko a konkretnie jedyne warte uwagi stoisko z kasetami (tak tak, wtedy stanowiły większość), koszulkami, płytami. Krzysiek (RIP), sprzedawca, informuje że ma już nowy Rotting Christ – kaseta oryginalna z Metal Mind. Bez większego zastanowienia wyciągam ciężko zarobione przez moich rodziców złocisze i Gnijący ląduje w mojej kieszeni.



Po powrocie ojciec oznajmia – malujemy balustradę na balkonie. Ok, stary kaseciak do okna i można startować. Z pierwszymi pociągnięciami pędzla startuje "King of a stellar war" a moja gęba otwiera się coraz szerzej. Chłopaki tak pięknie jadą jak kawaleria w jednolitym szyku majestatycznie kłusująca równiną. Nawet ojcu się podoba i mówi bym dał głośniej. Nie do końca pamiętam co na to mama i sąsiedzi ale wtedy, w tym upale i oparach olejnej farby nic już mnie nie obchodziło. Narodziło się uczucie. Ta płyta mną zawładnęła. Od pierwszego do ostatniego dźwięku. Nie jest ani bardzo szybka (z wyjątkiem "Archon"), nie jest brutalna, ale za to piękna. Tak, ona jest piękna. Piękna melodiami, pracą gitar, klimatem, brzmieniem. Piękna swoją głębią. Można ją odkrywać raz po razie na nowo. Nie nudzi.Nigdy później, w mojej opinii, Grecy nie nagrali nic lepszego. Kocham ją do tej pory i co pewien czas wracam. Za każdym razem gdy słyszę pierwsze dźwięki, przypominam sobie ten cholerny balkon i bardzo długą balustradę. Pomalowaliśmy ją ale kaseta Rotting Christ jeszcze długo kręciła się w magnetofonie. Mam też inne wspomnienie związane z "King of a stellar war" – jakiś czas po premierze płyty panowie grali w Katowicach (stary Mega Club, razem z Samael i Moonspell – był ktoś?). Zaczęli oczywiście od tego numeru. Mamo! To było jak cholerny trans! Jeden z moich najlepszych koncertów w życiu, ale to już opowieść na inny wpis…

Posiadam wydanie amerykańskie (dzięki Karina!) z 1996 roku. Century Media numer katalogowy 7828-2.





2 komentarze:

  1. Pamiętam jak żeśmy darli ryja w lesie podczas zimowych spacerów: the eagle landed in the east :)

    Doskonała płyta

    OdpowiedzUsuń
  2. hahahaha, dokładnie :) myslę, że swego czasu to większość tekstów z tej płyty byliśmy w stanie wyryczeć ;)

    OdpowiedzUsuń