poniedziałek, 24 stycznia 2022

Poprzez labirynt dźwięków.

 

Angielski Pale Mist gościł do tej pory u mnie raz, przy okazji recenzji splitu z Belliciste (tutaj). Nie znaczy to jednak, że jest to projekt nowy, bo przecież istnieje od 2007 roku. Dyskografia obfituje w pomniejsze wydawnictwa, znajdziemy jednak w niej także trzy duże albumy. Ostatni, o którym przeczytacie poniżej, ukazał się w październiku 2021 roku i jest – w mojej skromnej opinii – opus magnum dotychczasowej twórczości Pale Mist. Glomor, człowiek stojący za projektem, nie należy jednak do ludzi zadowalających się aktualnym stanem rzeczy, prawdopodobnie więc następca „Through the Labyrinth and into Connectivity” będzie jeszcze bardziej złożony, jeszcze bardziej wciągający i jeszcze trudniejszy w odbiorze. Dziś jednak warto pochylić się nad trzecim albumem, który z jednej strony przystępny jest jak rozwścieczony tygrys, z drugiej – przez pryzmat starszych wydawnictw – jak uroczy szczeniak.

niedziela, 23 stycznia 2022

[ARCHIWUM90] #17: Fornost - "Zimne Piękno".

 

Wracamy do Polski. Tym razem jednak nie na północ, nie do Trójmiasta, tylko na południe. Na Górny Śląsk, by być dokładnym. A by być jeszcze dokładniejszym, to do Tarnowskich Gór. A może do Śródziemia? Bo przecież Fornost to nazwa miasta w świecie stworzonym przez Tolkiena. Miasto to przez długi czas było pod władaniem sił ciemności, nazwa więc wydaje się adekwatna, bo „Zimne Piękno” nie jest zbiorem piosenek o miłości do kwiatków i pszczółek.

piątek, 21 stycznia 2022

Ukraińska nostalgia.

 

Drugi pełnowymiarowy krążek ukraińskiego Colotyphus to jeden z tych albumów, na które czekałem. Może nie z zapartym tchem, z wypiekami i nerwowo przebierając nogami, ale po ostatniej epce – wydanej we wrześniu 2020 roku „Before the Sunrise” (o niej tutaj) – miałem prawo spodziewać się czegoś naprawdę dobrego. „My Nostalgia” – bo tak zatytułowany jest drugi album zespołu – ukazał się w październiku 2021 roku, do mnie dotarł trochę później, ale już zdążyłem posłuchać go wcześniej w sieci. Trudno odnieść go do bardzo specyficznej epki, ale stwierdzam z pełnym przekonaniem – w obszarze tak zwanego atmosferycznego black metalu, jest to jeden z lepszych krążków jakie słyszałem w ostatnich latach.

czwartek, 20 stycznia 2022

Otchłań ciemności.

 

Jakiś czas temu Piotrek z Third Eye Temple zapytał mnie, czy pisałem o Dearthe. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie. Nie bardzo nawet wiedziałem o czym mowa. Ale ponieważ biorę pod uwagę rekomendacje ludzi siedzących w klimacie, nadrobiłem szybko braki i stwierdziłem, że napisać o tym australijskim zespole warto. Jestem mocno spóźniony, bo ich debiutancki materiał ukazał się w październiku 2020 roku. Na moje usprawiedliwienie działa fakt, że nie był jakoś szeroko promowany, a i o samą płytę CD nie było łatwo. W kwietniu 2021 roku Third Eye Temple wypuściło dwie wersje winyla, potraktujmy więc ten tekst jako przypomnienie tego faktu. Bo bez wątpienia o „Dispirited Obscurity” przypomnieć warto.

środa, 19 stycznia 2022

Dolina upiorów.

 

Miniony rok przyniósł kilka ciekawych odkryć, o wszystkich tu jednak nie napiszę, bo czasu bym na to nie znalazł. O Wraithlord postanowiłem skreślić kilka słów, bo to ciekawy – w szerokim ujęciu – projekt. Teoretycznie jednoosobowy (Metal Archives nie jest do końca pewne; ale wszystko na to wskazuje), pochodzący ze Stanów, parający się black metalem, ale – i tu ważna uwaga – nie tylko. Moją uwagę zwrócił albumem „Tal der Phantome”, który ukazał się w październiku 2021 roku. Już ten materiał jest sam w sobie dość eklektyczny, ale – jakby Wam było mało – Wraithlord oferuje w swej dyskografii krążki całkowicie pozbawione metalu. My jednak skupimy się na wspomnianym już, drugim albumie projektu.

wtorek, 18 stycznia 2022

Cmentarz w piwnicy.

 

Nazwa Martwi pewnie niewiele wam mówi. Mnie do pewnego momentu nie mówiła nic, ale po zapoznaniu się z debiutanckim materiałem, postanowiłem przybliżyć Wam ten projekt, bo jest interesujący. Niech nie zwiedzie was polska nazwa – a nawet dwie kompozycje zatytułowane w naszym języku – Martwi to inicjatywa międzynarodowa. Za debiut „Dangoswch Eich Darnau Gwyn i Mi”, który ukazał się w lipcu 2021 roku, odpowiedzialni są panowie z Wysp Brytyjskich i oczywiście Polski.

poniedziałek, 17 stycznia 2022

Kierunek Syberia.

 

Kai Donner, a właściwie Karl Reinhold Donner, był fińskim etnografem, lingwistą i politykiem. Żył w latach 1888 – 1935. Studiował filologię ugrofińską, szukał korzeni fińskiej narodowości i w związku z tym podjął dwie wyprawy na Syberię, by tam badać język, zwyczaje i religijność ludów ugryjskich. Wyprawy te stały się tematem przewodnim i inspiracją dla pierwszego pełnowymiarowego krążka fińskiego Hollow Woods. „Cold Winds Cleave the Earth” ujrzał światło dzienne pod koniec grudnia zeszłego roku. W Finlandii co prawda trudno o słońce w tym okresie, ale wydaniem krążka zajęła się portugalska Signal Rex, a tam światło dnia nie poddaje się tak łatwo ciemności.

piątek, 14 stycznia 2022

Poprzez bezmiar, poza czasem, ku końcowi wszystkich pieśni, czyli podsumowanie 2021 roku.

 

Bogaty był to muzycznie rok. Zrecenzowałem ponad sto albumów, a ze trzy razy więcej poznałem, słuchając choćby raz. Ale nawet nie sama ilość jest zaskakująca, tylko wysoki poziom – a przede wszystkim bardzo wyrównany. Długo myślałem nad obsadzeniem kilku miejsc na poniższych listach, sporo bardzo dobrych rzeczy wylądowało poza nimi (pisałem o nich w ciągu roku, kto chce, ten znajdzie). W końcu jednak udało się. Przed Wami krążki, które w minionym roku zrobiły na mnie największe wrażenie. Tradycyjny już podział na Polskę i Świat. Każda pozycja to link do recenzji.

czwartek, 13 stycznia 2022

Wspólny wróg.

 

Na split „The Path of Elite” ostrzyłem sobie zęby głównie ze względu na Norrhem. Bardzo lubię Finów, byłem więc ciekaw co zaprezentują po ostatnim – bardzo udanym – albumie (o nim tutaj). W sieci trudno było znaleźć cokolwiek, gdy więc wreszcie udało mi się dorwać płytę i ją oczywiście przesłuchać, okazało się, że to część Blutfahne trafia do mnie bardziej. Nie zmienia to faktu, że całość wyszła bardzo udanie i jest to jeden z najlepszych splitów minionego roku. No dobra, nie ma się co oszukiwać, najlepszy.

środa, 12 stycznia 2022

Epicka tragedia.

 

Pod koniec listopada ukazał się album, który daleki jest od bycia albumem po prostu. Bo nie jest to tylko godzina muzyki, nie jest to tylko doznanie dźwiękowe, to coś, co wykracza daleko poza standardowe ramy. Thyrathen i ich „ThanatOpsis” to cały koncept, w który zaangażowanych jest wielu wykonawców i masa włożonej pracy, a efekt końcowy pozwala stawiać to dzieło dużo wyżej od standardowego, black metalowego wydawnictwa. Trudno zresztą tak ten album traktować, bo bliżej mu do starożytnej greckiej tragedii, niż do metalowego albumu – nawet takiego przesiąkniętego mistycyzmem, jak to często ma miejsce w przypadku greckich twórców.