środa, 23 września 2020

Mniej mrozu, więcej wolności.


Prawie trzy lata przyszło nam czekać na kolejne wydawnictwo Over the Voids… Trudno jednak mieć do kogokolwiek pretensje, w końcu The Fall to zapracowany muzycznie człowiek (jakby jakimś cudem ktoś nie wiedział, to poza OtV udziela się jeszcze w Medico Peste, Owls Woods Graves i Mgle) a ten projekt to dziecko jego i wyłącznie jego. „Hadal” jest już jednak z nami i szczerze należy powiedzieć, że to dobra nowina. Warto było czekać. Jest to jednak album zupełnie inny od debiutu i nie mogę się zgodzić z tymi, którzy twierdzą, że to naturalna kontynuacja tamtego materiału. Czy to dobrze? Nie ma to znaczenia, bo oba krążki są przecież bardzo dobre.

poniedziałek, 14 września 2020

Niemiecka solidność.


Ten rok zdecydowanie należy do Purity Through Fire. Był Mavorim (tu), Noidva (tu), Thy Dying Light (tu), czas na Slagmark. A to przecież nie koniec dobrych strzałów wypuszczonych w tym roku przez niemiecką wytwórnię. To także dobry rok dla niemieckiego black metalu, właściwie to już dłuższy okres kiedy ich podziemie wypluwa dużo ciekawych rzeczy. Przy okazji Slagmark nie sposób nie wspomnieć o Totenwache, który przecież w 2019 roku wydał doskonały album (o nim tutaj). Oba zespoły wiążą ze sobą ludzie, ale nie tylko.

wtorek, 1 września 2020

Łabędzie.


Wraz z ukazaniem się splitu Sivyj Yar (Сивый Яр) / Stworz, konkurs na okładkę roku został rozstrzygnięty. Wkładka tego wydawnictwa wam tego nie powie, ale jest to dzieło Jarosława Kirilenki, polskiego malarza urodzonego w 1913 roku. W oryginale był to czarno-biały linoryt, tu ktoś gustownie dodał kolorów. Dzieło zatytułowane jest „Łabędzie”, to informacja dla tych, którzy myśleli o gęsiach, bo i takie komentarze się pojawiły. Split „Wiecznica / Неизбежность” przyciąga uwagę okładką i oprawą graficzną, bo generalnie wydany jest pięknie, ale nie jest to jedyny powód by się nim zainteresować. Muzyka jest tym najważniejszym.

poniedziałek, 24 sierpnia 2020

Niech żyje nam górniczy stan!


Doskonale wiadomo, że jeśli szukać diabła, to najlepiej pod ziemią. To tam przecież jest piekło, jego dom i miejsce, które większość z nas odwiedzi po wydaniu ostatniego oddechu. A kto spędza pod ziemią dużo czasu? Górnicy oczywiście. Nie wiem czy członkowie Dauþuz kiedyś nimi byli, lub nawet nadal są, poświęcili jednak warstwę liryczną swej twórczości, górnictwu właśnie. Dokładnie tradycyjnemu górnictwu europejskiemu z wieków wcześniejszych. Ciekawy to zabieg, który stał się przyczyną niniejszego tekstu, bo muzycznie ich najnowszy materiał „Grubenfall 1727”, nie jest dziełem wielkim, choć bez wątpienia bardzo solidnym.

czwartek, 20 sierpnia 2020

Kumbryjski black metal.


Wyspy Brytyjskie nigdy nie były – i pewnie już nie zostaną – black metalową potęgą. Cóż, najwidoczniej wyspiarzom trochę inaczej w duszy gra. Nie oznacza to jednak, że nie znajdziemy tam nazw, którym warto poświęcić uwagę, bo w ostatnich latach sytuacja na tamtejszej scenie wydaje się polepszać (gwoli ścisłości – projektów i zespołów tam sporo, ale jednak tylko niewielka grupka prezentuje się na tyle dobrze, by zwracać na nią uwagę). Jednym z tworów, które definitywnie zasługują na szerszą publiczność, jest Thy Dying Light. W lutym tego roku wypuścili swego pierwszego długograja i jest to krążek, który swą energią i mocą potrafi zaczarować.


poniedziałek, 17 sierpnia 2020

Potwór.


Gdy w październiku 2017 roku pisałem o debiucie Rites of Daath, określiłem krakowian jako nadzieję polskiego gruzu. Charakterystycznego, gęstego i dusznego stylu grania death metalu, który w ostatnich latach mocno się rozpanoszył, u nas jednak, przed „Hexing Graves”, nikt nie bardzo wiedział jak zrobić to na światowym poziomie i tak naprawdę nikt nie bardzo próbował. Dziś mam w rękach „Doom Spirit Emanation” i wiem, że tamte słowa nie były na wyrost. Rites of Daath udowodnił, że nad Wisłą nie ma sobie równych w zasypywaniu nas ciężarem i truciu powietrza, które nas otacza.


poniedziałek, 13 lipca 2020

Po raz drugi.


W natłoku nowości, trudno znaleźć czas by pochylić się nad wznowieniami, nie mówiąc już o napisaniu czegokolwiek, co byłoby dłuższe niż „wyszło dobrze, fajnie, że to wznowili”. Są jednak wznowienia, którym warto poświęcić uwagę. Jednym z nich jest wydany niedawno – powtórnie przez Werewolf Promotion - drugi album ukraińskiego projektu Морок - „In the Dungeons of Mind”. To bardzo dobry materiał, który pierwotnie ukazał się w 2016 roku, trudno więc uganiać się teraz za pierwszym tłoczeniem, bo nie jest dostępne od ręki. Jeśli więc ktoś nie ma tego krążka w swojej kolekcji, jest okazja by ten brak uzupełnić.


czwartek, 9 lipca 2020

Anihilacja.


Nie każdemu udaje się wybranie dla swego zespołu odpowiedniej nazwy. Teoretycznie to nic trudnego, bo w gruncie rzeczy, chodzi o to by mieściła się w pewnych przyjętych przez gatunek normach, poza tym, kiedy już brzmi dobrze, mało kto zastanawia się, czy oddaje ducha zespołu. I tu właśnie poprzeczka podnosi się, nie wszyscy mogą powiedzieć, że ich muzyka jest zarazem nazwą zespołu. Portugalski Barbaric Horde może. Bez fałszywej skromności, bez naciągania, bez wielkich słów i podciągania na siłę wątpliwych argumentów, by uzasadnić swoje zdanie. Barbarzyńska Horda jest naprawdę barbarzyńska. I nie mówi tego zwolennik muzyki łagodnej.

poniedziałek, 6 lipca 2020

Tak jak być powinno.


Teufelsberg pojawił się znikąd i nadal niewiele o nim wiadomo, poza tym, że to twór polski. Przy okazji premiery swego debiutu – „Ancient Darkness Triumphant” – zespół przekazał nam, iż pragnie przywrócić black metal na należną mu drogę, bo jak sami twierdzą – dziś już chyba nikt nie wie, czym był i powinien być ten gatunek. Drogowskazem ma być polskie podziemie lat dziewięćdziesiątych. I biorąc pod uwagę sposób, w jaki znalazłem się w posiadaniu ich pierwszej kasety, coś w tym jest.

piątek, 3 lipca 2020

Duch gór.


Nie było dane widzieć mi szczytu Śnieżki o brzasku, wyobrażam sobie jednak, że może być to piękny, lekko surrealistyczny i niesamowity widok. Ta charakterystyczna góra, najwyższy szczyt Karkonoszy i Sudetów, z budynkiem obserwatorium na swym szczycie, przywodzącym na myśl stację kosmiczną, od wielu lat robi na wędrowcach wrażenie. Nie sposób pomylić jej z innym szczytem, dlatego też okładka debiutanckiego demo, enigmatycznego zespołu Brzask, także zapada w pamięć. Sam zespół mocno podkreśla swój związek z Sudetami, nie dziwi więc, że obraz zdobiący debiut przedstawia szczyt tejże właśnie góry.