czwartek, 21 listopada 2019

Stare zło powraca.


Czterdzieści minut muzyki na przestrzeni dwudziestu siedmiu lat nie jest wynikiem powalającym, można wręcz zaryzykować twierdzenie, że bardzo kiepskim. W wielu przypadkach zespół taki pozostałby kompletnie niezauważony, siedząc sobie cicho w garażu, ale Baxaxaxa to inna bajka. Po pierwsze, demo „Hellfire”, wypuszczone w 1992 roku, osiągnęło status kultowego. Po drugie, muzyka zespołu jest na tyle interesująca, że i pięciominutowa taśma z domowego studio mogłaby przyciągnąć uwagę.

poniedziałek, 18 listopada 2019

Dwa kroki w przód, jeden w tył.


Rzeszowscy piewcy starej szkoły spod znaku Hellhammer i Celtic Frost (w uproszczeniu, bo nie mam zamiaru przytaczać tu kilkunastu innych nazw) powrócili. Rok temu pokazali Światu swą ohydną twarz za sprawą dema „Nightmares from Beyond” i był to debiut udany, o którym pisałem (tu), że zdradza spory potencjał zespołu. Gdy dziś słucham „Haunted Cenotaph”, wiem, że się nie pomyliłem, zarazem jednak jestem pewien, że chłopaków stać na więcej. To dobry materiał, ale mam wrażenie, że panowie za bardzo rzucili się w pogoń za klasykami zapominając o większym wkładzie własnym.


piątek, 15 listopada 2019

Udany powrót.


Rzut okiem na skład Dold Vorde Ens Navn może spowodować przyspieszenie pulsu, ale nic to dziwnego, skoro zespół ten tworzą doświadczeni ludzie związani z takimi legendami jak Dodheimsgard, Ved Buens Ende czy Ulver. Ten ostatni akcent cieszy mnie szczególnie, bo przywraca do black metalowego życia Haavarda, gitarzystę, który maczał swe ręce w najlepszych wydawnictwach norweskich Wilków (użycie tej formy jako skojarzenia jest dość przewrotne, bo Haavard na co dzień gra pop-rock). Czy współpraca takich tuzów gwarantuje sukces? Historia dowodzi, że niekoniecznie, na szczęście Dold Vorde Ens Navn broni się bez wysiłku. Choć mogło być jeszcze lepiej.

środa, 13 listopada 2019

Pewnej nocy na cmentarzu.


Był późny listopadowy wieczór, za oknem szalała wichura zacinając deszczem. Nie zważając na nieprzyjazne dla większości śmiertelników warunki atmosferyczne, postanowiłem wybrać się na spacer. Postawiłem wysoko kołnierz płaszcza i wyszedłem na kiepsko oświetlone, puste ulice cichnącego już miasta. Wiatr rzucał liśćmi we wszystkie strony i wdzierał się pod okrycie niosąc wilgoć ale mnie to nie przeszkadzało. Na horyzoncie majaczyła już stara gotycka świątynia a jej wysoka wieża raz po raz rozbłyskała w nadchodzącej burzy. Mijając przylegający do kościoła cmentarz zwróciłem uwagę na otwartą bramę z zerwanym łańcuchem i kłódką, co w pierwszej chwili wziąłem za aktywność złodziejską ale potem dobiegły mnie te dziwne odgłosy, które słyszę do dziś…

poniedziałek, 11 listopada 2019

Włoska współpraca.


W słonecznej Italii diabeł żyje i ma się dobrze. Upalne lato przyniosło z Półwyspu Apenińskiego split dwóch wielce zasłużonych dla tamtejszej (i nie tylko) sceny zespołów. Oba startowały w połowie lat dziewięćdziesiątych i wciąż dumnie dzierżą w górze czarny sztandar. Abhor i Abysmal Grief, bo o nich mowa, to poza tym zespoły grające bardzo ciekawą muzykę i nie inaczej jest tym razem.

niedziela, 10 listopada 2019

Przecierając szlaki.


Martwa Aura to jedna z lepszych rodzimych hord black metalowych, ale jej muzycy nie skupiają się tylko i wyłącznie na niej. I dobrze, bo jak ktoś ma talent i umiejętności to głupio byłoby to marnować. Postanowili więc powołać do życia Annihilation Vortex, w którym plują na wszystko co święte za pomocą death metalu. Jak dobrze wiecie, nie jestem w ostatnim czasie wielkim fanem tego gatunku i naprawdę tylko nieliczne wydawnictwa przesłuchuję w całości, ale debiut poznaniaków jest bez wątpienia warty uwagi i poświęciłem mu dużo więcej czasu niż tylko jeden odsłuch.

piątek, 8 listopada 2019

Nasz świat.


Nie do końca rozumiem sens umieszczenia na końcu wkładki zdania „…nie jesteśmy częścią waszego świata...”, bo w końcu jeśli ktoś nabył pierwsze demo Vermisst to nie spodziewał się psalmów w wykonaniu chóru kościelnego czy popowych piosenek o zakochanych dziewczętach. Takie rzeczy ze względu na limit wydawniczy i zasięg „marketingowy” trafiają tylko i wyłącznie do ludzi świadomych. Informuję więc zespół iż niestety, bardzo mi przykro, ale tak się składa, że jesteście częścią mojego świata, bo gracie panowie piwniczny black metal z leśnym posmakiem. A to moje środowisko naturalne.

środa, 6 listopada 2019

Black metalowa sztuka.


Trzeci album Neptrecus to drugi w tym roku krążek, który z niesamowitą skutecznością przenosi mnie w czasy średniowiecza. Oba pochodzą z Francji, bo pierwszym był Vehemence (o nim tutaj). Nie wiem co jest z tymi Francuzami, że tak doskonale potrafią przemycać czy wręcz epatować duchem tamtej epoki ale muszę im oddać pierwszeństwo w tej sztuce. „Ars Gallica” to krążek wspaniały i aż wstyd mi się robi gdy pomyślę, że ja tego zespołu wcześniej nie znałem.

poniedziałek, 4 listopada 2019

Prochy Rzymu.


Lubię pomęczyć was raz do roku krążkiem, który choć spoza metalowych obszarów, to wstrząsa mną mocno. Był już Manes, był Ulver, w tym roku sprawa idzie nawet dalej, bo przecież oba wspomniane zespoły trochę swego istnienia na chwałę czarciej sztuki przełożyły. Płyta, która w tym roku mocno mnie sponiewierała została skomponowana przez człowieka nie mającego w swym dossier doświadczenia na metalowym polu, pomimo tego jego projekt jest wśród metalowej publiczności całkiem dobrze znany. W tym roku wszystkie moje poza metalowe drogi prowadzą do Rzymu.


niedziela, 3 listopada 2019

Bułgarska krew.


Wasił Lewski to ważna postać w historii Bułgarii. Człowiek ten w dziewiętnastym wieku stworzył organizację podziemną walczącą o niepodległość kraju i choć sam jej odzyskania nie dożył, to jego praca i poświęcenie w dużym stopniu przyczyniły się do pozbycia tureckiego okupanta. Ma on w swej ojczyźnie sporo pomników, ulic, jest patronem różnych obiektów a teraz pochodzący z Sofii Hajduk poświęcił mu jeden utwór na swej debiutanckiej epce zatytułowanej „Кръв” (po naszemu po prostu „Krew”).